
Oklahoma City Thunder, zwyciężając minionej nocy zespół Mavericks, osiągnęła bilans 4-0 na starcie sezonu, co jest najlepszym rezultatem od sezonu 2002/03, kiedy to jeszcze dzisiejsi Thunder grali jako Supersonics. Dla Teksańczyków z kolei bilans 0-3 na starcie sezonu, od 2006 roku, kiedy rozpoczęli rok od 0-4.
Mecz rozpoczął się bardzo ciężko dla gospodarzy. Pierwsze punkty zdobył Kevin Durant, po blisko trzech minutach gry. Wcześniej Russell Westbrook zdążył spudłować już dwa rzuty z gry…
W połowie pierwszej odsłony, po runie 11-2 dla Mavs, Scott Brooks, wziął czas. Do tego momentu gracze Thunder mieli już 6 strat (Durant&Westbrook razem 4 TO).
Po timeoucie, kiedy na boisku pojawił się James Harden, zaliczyliśmy serię 13-4, zmniejszając straty do rywali do trzech oczek.
Po naprawdę słabym początku meczu w naszym wykonaniu, pierwsza kwarta ostatecznie zakończyła się rezultatem 29-28 dla gości z Teksasu. W tym momencie Durant miał już na swoim koncie 10 punktów, a Westbrook zdążył stracić piłkę trzykrotnie. Najlepszym graczem Mavs był Delonte West z 8 punktaki.
Na drugą kwartę, Brooks posłał do boju cały drugi unit graczy. Zaczęliśmy ospale, ale po trzech punktach Duranta i pięciu Hardena, na tablicy widniał pierwszy w meczu remis, po 35.
Na 3 minuty do końca pierwszej połowy, James Harden celnym rzutem za trzy wyprowadził gospodarzy na pierwsze prowadzenie. Później, po akcjach 2+1 Perkinsa i jumpshocie Ibaki, Thunder osiągnęli 8 oczek przewagi.
Ostatecznie na przerwę schodziliśmy z 4 punktową przewagą, w ostatnie 5 minut zaliczając run 14-8.
Po przerwie, Mavs wypracowali sobie już 7 pkt przewagi, jednak Daequan Cook, celną trójką z rogu, równo z końcową syreną zmniejszył stratę to dwóch oczek. To zapowiadało fantastyczną czwartą kwartę.
Po świetnym starcie czwartej kwarty, Grzmoty wypracowały sobie 8 oczek przewagi.
Pojawiło się też spięcie na linii Carter – Ibaka, za które obaj panowie zostali ukarani faulami technicznymi.
W końcówce wreszcie obudził się Westbrook. Na 3 minuty do końca, po przechwycie piłki zaliczył kontrę, zakończoną wsadem z faulem. W kolejnej akcji Russ trafił pull up jumpera, i te akcje dały nam 5 oczek przewagi.
Publiczność szalała. Jason Terry trafiając zza łuku na 30 sekund do końca, zmniejszył stratę swojego teamu to dwóch punktów.
W kolejnej akcji Ibaka zebrał piłkę na atakowanej tablicy, został sfaulowany, jednak przestrzelił oba wolne. W odpowiedzi Vince Carter trafił za trzy i na tablicy widniał wynik 102-100 dla przyjezdnych. Do końca meczu pozostało 1.4 sekundy.
Oto, jak nasz Kevin Durant wykorzystał te 1.4 sekundy…
W skrócie. Thunder są na fali. Jesteśmy teraz jednym teamem w NBA, który ma bilans 4-0. Ale dzisiejsze zwycięstwo nie byłoby możliwe dzięki fantastycznej współpracy i doskonałego podziału ról z zespole. Kevin Durant zrobił po prostu to, co ma za zadanie robić. Ostatecznie zaliczył pierwsze double-double w sezonie, 30 punktów (10-16 z gry i 3-5 za trzy) i 11 zbiórek. Oprócz tego 6 asyst, ale również aż 6 strat. Kolejnym ważnym ogniwem był Serge Ibaka, który po trzech słabych meczach, wreszcie zagrał na swoim poziomie. Trafił 16 punktów miał 8 zbiórek i 3 bloki. W końcówce przełamał się także Wesbrook, bez którego te zwycięstwo nie byłoby możliwe. Trafił 6 z 15 rzutów, co dało mu 15 punktów. Miał też 7 strat. Jak zawsze świetny mecz miał Harden, zdobywając 15 oczek, był też +22 (najwięcej w zespole).
Po przeciwnej stronie, najlepiej zagrał Dirk, 29 punktów, a także West, 15 oczek i Terry, 16 z ławki.
Kevin